Mad Man Unchallenged Hate tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Clouds Malpractice tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Autor Wątek: Obrazki niezwiązane z akordeonem, na które akordeonista patrzy inaczej (Przeczytany 49849 razy) (Przeczytany 49849 razy) 0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek. Na Ukrainie istnieje poważne zapotrzebowanie społeczeństwa na „polską” tematykę. To już nie są dyskusje w wąskich kręgach zawodowych historyków, ale zainteresowania szerokich kręgów publiczności – pisze Anatol OLICH. .Trwająca od 2014 r. wojna na terytorium Ukrainy uległa zmianie w lutym 2022 r. Zmieniło się też jej Co to znaczy Pedał? Definicja słowa Pedał w serwisie Miejski.pl Inaczej gej. Autor: Lahcim. Data dodania: 2009-04-22. zgłoś do usunięcia Close My Eyes (눈감아도) Kim Yong Jin tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Brother Stone Giant tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Reproduction Sickness Bee Bong tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Jakieś czterdzieści kilometrów wcześ­ niej wysiadła klimatyzacja i w kabinie było gorąco jak w piekle. Kierowca tira o imieniu Erv nacisnął na pedał pneumatycz­ nych hamulców i zredukował bieg. Silnik zarzęził, ciężarówka zachybotała i zaczęła wolniej się toczyć. - Zjazd z autostrady do Hayden. Plizga: Inaczej patrzy się na mecz, kiedy jest zwycięstwo; Plizga: Inaczej patrzy się na mecz, kiedy jest zwycięstwo. Jakub Seweryn. 24 listopada 2013, 22:36 d9XIwuL. zapytał(a) o 10:34 Co to znaczy jak chłopak się na ciebie patrzy? Tylko nie piszcie mi że się zakochał, bo inaczej by się do mnie odezwał. Takim jakimś nijakim wiem jak mam się zachować!Jest bardzo śmiały, bo cała szkoła go lubi. Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2009-11-13 15:12:06 Odpowiedzi Kazia961 odpowiedział(a) o 10:35 nic.... wielu chlopaków na mnie patrzy/ło blocked odpowiedział(a) o 10:37 To znaczy, że na Ciebie patrzy. To tak samo jakbyś zapytała, co to znaczy kiedy dziewczyna na Ciebie patrzy. To nic nie znaczy. Przecież na coś patrzeć trzeba. ;) a) przykleiła ci sie guma do nosa i on sie z Cb śmieje b) za tobą stoi najładniejsza laska w szkole c) jest kompletnym świrem WYBIERZ WŁAŚCIWĄ ODPOWIEDZ I WYSLIJ SMS o treści "nie wiem a" , "nie wiem b" lub "nie wiem c" na numer 55555, a 1 osoba która poda nieprawidłową odpowiedź wygra wycieczkę do domu pana Żula Menelowskiego! PAMIĄTKI gratis! blocked odpowiedział(a) o 10:39 Haha Kaśka ;) Podałyśmy taki sam przykład xD Ale ja nie ściągałam serio ;) Po prostu mamy taki sam tok myślenia. Ja zawsze czytam odpowiedzi jak już sama swoją napiszę ;p weźcie! to że ktoś się patrzy nie znaczy od razu że się zakochał hahaha ;d pozniej tyle 'złamanych serc' bo wam sie wydaje ze ktos was kocha xd NIE :D to ze sie patrzy NIC nie znaczy;p ja tez sie patrze na wielu chłopaków często itp i jakos ich nie kocham, anwet mi sie nie podobaja , po prostu sobie patrze;d ~~~~~~ a jak ktoś się na mnie gapi itp i mnie to denerwuje to zaczynam sie temu komus patrzyc w oczy caly czas ;d to odwraca wzrok :D działa. nijakim - czyli po prostu sobie patrzy i tyle ;] blocked odpowiedział(a) o 11:23 jest pewny siebie lub zakochal sie w tobia ..; p blocked odpowiedział(a) o 10:35 Chłopak jest nie śmiały i dlatego może się zahochał i się nie odezwie:) Podobasz mu się itp . blocked odpowiedział(a) o 10:35 To zależy jakim wzrokiem . Czy grożnym , czy raczej łagodnym. moze sie w tobie zabujał;))) Nic, tak samo może zadać on tobie pytanie " co to znaczy jak się dziewczyna na mnie patrzy?". Bo nie powiedziałaś jak się patrzy . . . itp. XD aśkka98 odpowiedział(a) o 10:37 hmmm juz pisono ci tu ze chłopak jest niesmiałał ale mozliwe jest tez ze po prostu jestes ładna albo jest kolesiem z w11 i cie sledzi :P moze sie w tobie zabujał;P blocked odpowiedział(a) o 15:34 podrywa cię , nie może się napatrzeć bo sie buuja w tobie .. może sie zakochał ..albo po prosto tak sie patrzy to normalne chłopaków Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub WkładkaOkładkaStrona tytułowaMagda SzcześniakNormy widzialnościTożsamość w czasach transformacjiStrona redakcyjnaNORMY WIDZIALNOŚCITożsamość w czasach transformacjiMagda Szcześniak© Magda Szcześniak,Fundacja Bęc Zmiana,Instytut Kultury Polskiej UWREDAKTORZY SERIIIwona KurzMagda SzcześniakŁukasz ZarembaREDAKCJA MERYTORYCZNAKacper PobłockiREDAKCJA JĘZYKOWA I KOREKTAAnna PapiernikJustyna ChmielewskaRECENZJA NAUKOWAprof. dr hab. Marek Krajewskidr hab. Jan SowaPROJEKT GRAFICZNY I SKŁADKrzysztof PydaKOORDYNACJAEla PetrukDRUKDrukarnia Stabilul. Nabielaka 1641-310 KrakówWYDAWCYFundacja Nowej Kultury Bęc Zmianaul. Mokotowska 65/700-533 @ Kultury Polskiej Wydział Polonistyki Uniwersytet Warszawskiul. Krakowskie Przedmieście 26/2800-927 @ dofinansowana przez Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz Prorektora Uniwersytetu 2016ISBN 978-83-62418-63-3Konwersja do formatu EPUB/MOBI:Legimi Sp. z | a w szczególności książka naukowa, nigdy nie jest owocem pracy jednej osoby. Współpraca z innymi badaczkami, konfrontowanie i konsultowanie pomysłów z przyjaciółmi i współpracowniczkami plasuje się wysoko na skromnej liście akademickich przyjemności (inną z nich jest – zakładam – ujrzenie wyników wieloletniej pracy w druku). Miałam ogromne szczęście, że w trakcie trudnego procesu wymyślania, pisania i redagowania Norm widzialności mogłam polegać na tak wielu wspaniałych należą się badaczom związanym z instytucją, w której, jako rozprawa doktorska, powstawała pierwotna wersja książki. Od wielu lat Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego pełni w moim życiu rolę intelektualnego domu, z którego czasem uciekam, by ostatecznie zawsze wracać. Słowa wdzięczności kieruję do promotora mojej pracy doktorskiej, profesora Leszka Kolankiewicza, którego wnikliwe uwagi i skrupulatna redakcja motywowały do ciągłej pracy nad tekstem. Dziękuję koleżankom i kolegom z Zakładu Filmu i Kultury Wizualnej, z którymi konsultowałam kolejne wersje tekstu na zebraniach, oraz przyjaciołom z redakcji pisma „Widok”. Oddzielne podziękowania – choć to o wiele zbyt małe słowo na oddanie wdzięczności – składam Iwonie Kurz, pełniącej rolę tutorki, recenzentki, promotorki, mentorki i przyjaciółki przez kolejne lata, odkąd jako studentka drugiego roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych pojawiłam się na jej dyżurze z prośbą o pomoc. Specjalnością Iwony jest zadawanie z pozoru prostych pytań, które po chwili okazują się absolutnie fundamentalne i domagają się natychmiastowej odpowiedzi. Inną – wspieranie i pocieszanie w momentach kryzysu i pisarskich prawdziwą próbą tekstu był proces obrony doktoratu. Wyrazy wdzięczności kieruję do Marka Krajewskiego i Jana Sowy, których recenzje pomogły mi utwierdzić się w przekonaniu o słuszności obranego kierunku badań, lecz również zweryfikować niektóre z postawionych tez. Pomocne uwagi i cenną krytykę zaoferował także Kacper Pobłocki, redaktor merytoryczny książki. Za wspólną pracę nad ostatecznym kształtem Norm widzialności dziękuję także ekipie Fundacji Bęc Zmiana: Bognie Świątkowskiej, Eli Petruk i Matyldzie bodźców do powstania książki dostarczyły dwa wyjazdy naukowe – roczny pobyt na stypendium Fundacji Fulbrighta w ramach Graduate Program in Visual and Cultural Studies na University of Rochester w roku akademickim 2010/2011 i udział w szkole letniej organizowanej przez School of Criticism and Theory na Cornell University latem 2013 roku. VCS okazało się idealnym wyborem i stało się moim drugim domem naukowym, do którego do tej pory często wracam, zarówno myślami, jak i fizycznie. Szczególnie dziękuję Rachel Haidu, która z tutorki szybko zamieniła się we wspaniałą przyjaciółkę, Douglasowi Crimpowi, którego zajęcia i wsparcie stały się nieocenioną inspiracją do queerowych przemyśleń, a także koleżankom i kolegom z seminariów. Kolejne podziękowania kieruję w stronę przyjaciół poznanych podczas School of Criticism and Theory, czystej akademickiej utopii, w której życie uczuciowe i naukowe przeplatają się i sprzyjają zarówno wnikliwej pracy badawczej, jak i zawieraniu intensywnych przyjaźni i tworzeniu przyjaciołom, którzy czytali książkę na różnych etapach jej powstawania, dostarczając mi wnikliwych uwag: Kasi Bojarskiej, Maćkowi Gduli, Mateuszowi Halawie, Michałowi Pospiszylowi i Agacie Zborowskiej. Długie rozmowy z Karolem Radziszewskim o queerowych przeszłościach i przyszłościach, a także jego prace, stały się dla mnie inspiracją i punktem wyjścia do dalszych za wszystko należą się oczywiście rodzinie – mamie, bez której wsparcia nigdy nie zdecydowałabym się na pisanie i podjęcie kariery naukowej, i Filipowi, który po prostu jest najfajniejszym jednak istnieje osoba, bez której ta książka nigdy by nie powstała, która czytała każdy jej kawałek na wszystkich etapach powstawania, była niewyczerpanym źródłem wsparcia oraz autorem wielu z tych całkiem niezłych pomysłów, które ostatecznie znalazły się w książce – to jest nią Łukasz Zaremba. Łukasz odgrywa w moim życiu trzy najważniejsze role: najbardziej wnikliwego redaktora, najlepszego przyjaciela i największej miłości. Jemu więc dedykuję tę KOLORACH MĘSKIEJ KONFEKCJI– I by pani pamiętała, w jakich Lew Rywin był skarpetkach?– Nie wiedziałam, że się panowie tam tak bardzo poznawaliście.– Pani poseł, to już było naprawdę poniżej pasa teraz.– No bo skarpetki...– Kolorowe skarpetki to symbol walki ze stalinizmem. Wszyscy bikiniarze chodzili w kolorowych skarpetkach.– Mówi się, że pedały też.– Pani poseł, ja protestuję. To jest tak politycznie niepoprawne. [...] Jestem zdumiony, że pani z takim zacietrzewieniem nazywa tak pewną grupę mniejszości seksualnych.– Przepraszam najmocniej. Przepraszam najmocniej. Przepraszam. Nie powinnam. Przepraszam najmocniej, ale to już żartobliwy ton [1].Transkrypcja niesławnej wymiany zdań, do której doszło w październiku 2003 roku podczas obrad komisji śledczej do sprawy tak zwanej afery Rywina pomiędzy Adamem Michnikiem, redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”, a Anitą Błochowiak, posłanką Sojuszu Lewicy Demokratycznej, nie oddaje ani prześmiewczego tonu wypowiedzi posłanki, ani rozbawienia redaktora i wesołej atmosfery na sali. Wbrew temu, jak następnego dnia sytuację przedstawi kierowana przez Michnika gazeta, uwaga Błochowiak nie „wywołała powszechnego osłupienia” [2], lecz salwy śmiechu. Sprowokowane homoerotyczną sugestią chichoty nie ucichły, kiedy padło obraźliwe słowo, ani też gdy Michnik oskarżył Błochowiak o niepoprawność polityczną. Słowo „pedały” wybrzmiało być może niespodziewanie, ale w gruncie rzeczy odsłoniło podtekst przytoczonej wymiany zdań, napędzanej sugestiami o homospołecznej relacji między korumpującym a korumpowanym. Również protest Michnika przez swoją przesadnie aktorską formę ześlizgnął się w ironiczny komentarz. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej początkowo Michnik raczej napawał się satysfakcją z wygranej potyczki słownej, niż na serio bronił godności „pewnej grupy mniejszości seksualnych”.Starcie Błochowiak i Michnika to kwintesencja niejednoznaczności typowych dla polskiej transformacji. Z jednej strony było podręcznikowym przykładem tego, co w anglosaskiej tradycji edukacyjnej nazywa się teachable moment – „momentem pedagogicznym” – sytuacją, z której można wyciągnąć ważną lekcję. Michnik wie już, że nie wypada używać słowa „pedał” (o nieoczywistości tej wiedzy w Polsce w latach 90. piszę w drugiej części książki), poucza więc posłankę, a przy okazji także publiczność zgromadzoną w sali sejmowej i przed telewizorami. Zawstydzona Błochowiak przyjmuje lekcję z pokorą, kaja się, po obradach wydaje oficjalne oświadczenie, na koniec wysyła nawet faks z przeprosinami do Kampanii Przeciw Homofobii. A jednak siła udzielanej przez Michnika lekcji zostaje podważona przez cielesny performans redaktora. W występie pełnym ekspresyjnych gestów redaktor „Gazety Wyborczej” zarazem dystansuje się do nowych „norm”, wyznaczających reguły poprawności politycznej, i wciela je w życie. Posługuje się przy tym nowym językiem („mniejszości seksualne”, „poprawność polityczna”), jednocześnie subtelnie go podważając. Tym samym ujawnia jego nowość i podkreśla nieprzezroczystość; wyraża przekonanie o nieuchronności zmiany języka, ale równocześnie podaje ją w wątpliwość (sięgającą daleko poza rozdźwięk pomiędzy tym, co mówione publicznie, a tym, co prywatne).Jerzy Wenderlich prezentuje czarne skarpetki, fot. Wojciech Olkusnik (Agencja Gazeta).Na wymianie zdań między Błochowiak i Michnikiem sprawa skarpetek się nie zamyka, tak jak nie ona rzecz jasna otwiera tę ważną dla polskiej kultury debatę o kolorach w męskiej konfekcji. Jak donosiła ówczesna prasa, tego dnia w kuluarach sejmowych partyjni koledzy posłanki Błochowiak, zapewne równie rozradowani jak publiczność na sali przesłuchań, „podnosili nogawki spodni, by zademonstrować dziennikarzom kolor” skarpetek [3]. Z kolei kilka tygodni później również Andrzej Lepper, zapytany o stosunek do ustawy o związkach partnerskich, podkreślał: „Ja nie jestem homoseksualistą. Mam czarne skarpetki. U nas wszyscy mają czarne skarpetki. Można sprawdzić” [4]. I choć deklaracja tożsamościowa przewodniczącego Samoobrony (ręczącego również za wszystkich członków partii) w zamierzeniu odnosi się jedynie do seksualności, to dwukrotne podkreślenie czarnego koloru odzieżowego dodatku może budzić podejrzenia, że Lepper odżegnuje się nie tylko od skarpetek kolorowych. Nie ulega wątpliwości, że czarne skarpetki to w tym przypadku przede wszystkim skarpetki niebiałe. Wyśmiewana przez media głównego nurtu za prowincjonalność, a jednocześnie dbająca o wizerunek partii konserwatywnej obyczajowo „Samoobrona” miała wystarczająco wiele powodów, żeby upierać się przy czerni – kojarzącej się z elegancją i męskością. W 2003 roku białe skarpetki rozpoznawano już jako jednoznaczny symbol obciachu, polskiego zacofania i niedorastania do zachodnich norm, manifestujących się również za pomocą ubioru. Jeśli „mówiło się”, że kolorowe skarpetki noszą pedały [5], to jeszcze głośniej obwieszczano, że białe skarpetki zakładają „wieśniaki” i „nuworysze” [6]. Całą sytuację można by podsumować krótko: pokaż mi swoje skarpetki, a powiem ci, kim zabrzmi to może niepoważnie, ten pozornie niewinny odzieżowy element – białe i kolorowe skarpetki – oraz jego społeczny odbiór w zmieniającej się Polsce pozwala wskazać cele i metody niniejszej książki. Nie tylko dlatego, że w różnych momentach polskiej transformacji i z różną częstotliwością skarpetki pojawiają się w kontekście dyskusji o dwóch interesujących mnie grupach: mozolnie wytwarzanej klasie średniej oraz środowisku nienormatywnych seksualnie mężczyzn. Skarpetki, przykład modowego detalu, opisywanego przez Rolanda Barthes’a w Systemach mody jako „małe coś, co wszystko zmienia” [7], to szczegół o wielkiej mocy wizualnej, rzekomo pozwalający rozpoznać klasową i seksualną tożsamość właściciela. Jako element garderoby pozostający częściowo w ukryciu, niewidoczny na „pierwszy rzut oka”, wymagają spojrzenia nieco podejrzliwego. Przeświadczenie o możliwości ustalenia czyjejś tożsamości za pomocą takich wizualnych detali – potwierdzane z jednej strony powszechną złą sławą białych skarpetek, z drugiej nieoczekiwanym pojawieniem się możliwości sygnalizowania nowych opcji tożsamościowych – świadczy o rosnącej potrzebie kategoryzowania tożsamości społecznych, które powstają (bądź też ujawniają swoje istnienie) w wyniku zachodzących przemian społecznych. Jak pokazuje casus białych skarpetek, kody pomagające odszyfrowywać status są zmienne, a związane z nimi waloryzacje podlegają nieustannej rewizji. „Wystarczyło, że byli porządnie ubrani, nosili białe skarpetki i dyplomatki na szyfrowany zamek, a gabinety dyrektorów banków stawały dla nich otworem” [8] – pisano o działających na początku lat 90. słynnych oszustach, masowo wyłudzających kredyty bankowe dzięki temu, że dysponowali ograniczonym, lecz jakże istotnym w polskiej transformacji kapitałem – „dobrym wyglądem”. O ile jednak na początku transformacji ustrojowej białe skarpetki symbolizowały nowoczesność, obycie i wysoki „potencjał biznesowy”, o tyle już pod koniec pierwszej połowy lat 90. stały się dowodem nieumiejętności stosowania się do zasad eleganckiego ubioru, synonimem wsteczności i obciachu. Sama znajomość kodów i umiejętność ich rozpoznawania może świadczyć również o przynależności do konkretnej grupy tożsamościowej. „Prawdziwi” biznesmeni pod koniec lat 90. wiedzieli już, że „białych skarpetek nie wolno zakładać pod żadnym pozorem” [9]. Chociaż jednak rozpoznanie białych skarpetek jako obciachowych sytuowało rozpoznającego po stronie dojrzałej klasy średniej, to wiedza o stylach ubioru wśród reprezentantów mniejszości seksualnych prowokowała pytania o jej źródła. Wiadomo przecież: swój swego pozna. Gdyby na miejscu Błochowiak zasiadał mężczyzna, najpewniej w sejmowych kuluarach szybko pojawiłyby się określone podejrzenia, podające w wątpliwość jego „normalność”.Bohaterem polskiej transformacji może być bowiem tylko „normalny” mężczyzna. Jej stawką zaś realizacja normy (czerń) w kontrze do rozmaitych zachowań nienormatywnych: ekscesów nuworyszostwa i odmienności seksualnej (biel i feeria barw pod nogawkami). Okazuje się jednak, że bycie normalnym, rozumiane jako rodzaj wizualnej przezroczystości, w rzeczywistości wymaga ciągłej uwagi i niemałego wysiłku. Ta tożsamościowa gra staje się jeszcze bardziej ryzykowna poprzez zmienność wyobrażonej normy. W razie porażki nieudacznikom pozostaje jedynie „dyskretne schowanie nóg pod krzesła” [10].Jeden z przedstawicieli napiętnowanej przez Błochowiak grupy posłużył się jeszcze innym polskim stereotypem obuwniczym, podobnie jak białe skarpetki kategoryzującym jednostki według różnic klasowych. „Pierdu, pierdu o związkach partnerskich, a jak co do czego, to wychodzi słoma z butów” [11] – pisał o posłance forumowicz portalu Przyczynek do antropologicznej historii ubioru stóp nad Wisłą: od słomy, przez białe, po czarne skarpetki, z historią odchyłów w kolory bikiniarskie lub gejowskie. Książka ta podejmuje nieco inne wyzwanie – przedstawienia historii powstawania norm widzialności w czasach transformacji.***Co rozumiem pod pojęciem „czasów transformacji”? „Transformację” rozpatruję jako okres przejściowy: poprzedni system już nie funkcjonuje, a nowy nie został jeszcze w pełni wdrożony. To okres nadchodzący po przełomie, ostatecznie prowadzący do pełnego przyjęcia nowych struktur społecznych, gospodarczych i politycznych. Transformacja zagarnia całą rzeczywistość – „transformuje się” system, ale przemianie podlega także społeczeństwo, które powinno dostosować się do nowych warunków politycznych i ekonomicznych, porzucając stare przyzwyczajenia i praktyki na rzecz historyków kultury oraz badaczy przemian polskiego społeczeństwa lat 90. cezura roku 1989 jest pomocnym punktem odniesienia, ale czasem także kłopotliwym obciążeniem. Podręcznikowe narracje historyczne przedstawiają rok 1989, a zwłaszcza jego pierwszą połowę, jako moment przełomu – zmiany systemu politycznego z komunistycznego na demokratyczny, a gospodarczego z gospodarki planowej na wolnorynkową. Im bliżej przyglądamy się jednak szczegółowym i rozproszonym mechanizmom kulturowym, ekonomicznym i politycznym, tym wyraźniej dostrzegamy, że wiele ważnych procesów – zarówno tych wdrażanych odgórnie, jak i podejmowanych oddolnie – rozpoczęło się co najmniej kilkanaście miesięcy przed rokiem przełomu, inne zaś jeszcze wcześniej. Jednym z najsilniej mitologizowanych elementów zmiany systemowej jest wprowadzenie wolnego rynku, skutkujące między innymi możliwością zakładania prywatnych przedsiębiorstw. Tymczasem liberalizacja systemu gospodarczego wcale nie rozpoczęła się wraz z wejściem w życie reform tak zwanej terapii szokowej ministra finansów Leszka Balcerowicza, lecz wiązała się z ostatnią próbą ratowania konającej gospodarki PRL-u (drugi etap reformy gospodarczej przeprowadzonej przez rządy Zbigniewa Messnera i Mieczysława Rakowskiego), zaś pragnienia konsumpcyjne Polaków zostały rozbudzone (i częściowo spełnione) już w pierwszej połowie lat Sobotko przygląda się skarpetkom Ryszarda Kalisza, fot. Wojciech Olkusnik (Agencja Gazeta).Również same wydarzenia roku 1989 mają charakter rozproszony. Zamiast kilku czy kilkunastu dni widowiskowej rewolucji, czy też pokojowego demontażu systemu, który znalazłby wyraz na przykład w mitotwórczym geście (jak rozbiórka muru berlińskiego, stanowiąca najbardziej znaczący moment końca komunizmu), mieliśmy do czynienia z bezkrwawą i stopniową zmianą ustroju oraz pokojową wymianą władzy [12]. Między innymi z tego powodu symboliczna siła roku 1989 częstokroć jest albo podważana (w narracjach sugerujących niepełne przekazanie władzy przez przedstawicieli PZPR), albo wymaga podkreślania i wzmacniania (jak choćby w inicjatywach postulujących świętowanie rocznicy wyborów 4 czerwca).Problemów nastręcza nie tylko jednoznaczne określenie początku transformacji, lecz również wyznaczenie jej daty końcowej. Czy transformacja skończyła się, kiedy nasze zachowania z przełomu lat 80. i 90. zaczęły wydawać się „obciachowe”? Czy może wówczas, gdy na „szalone” lata 90. zaczęliśmy patrzeć z nostalgią? Próba odpowiedzi na te pytania zawsze będzie ryzykowna, być może nawet każda odpowiedź okaże się po części fałszywa, ponieważ fałsz wpisany jest w strukturę samego pojęcia „transformacji”. Po pierwsze bowiem możliwość odpowiedzi na tak postawione pytania opierać się musi na założeniu istnienia zbiorowego „my”, które wspólnie i podobnie przeżyło dany okres. Po drugie pytania te nie biorą pod uwagę możliwości, że transformacja nie skończyła się nigdy. Nie chodzi zatem o to, że transformacja nie spowodowała przemian gospodarczych, kulturowych i społecznych w Polsce lat 80., 90. i 2000., ale o to, że być może od samego początku, opierając się w dużej mierze na naśladownictwie i próbując idealnie powtórzyć zachodnią drogę postępu, dokonać się nie „transformacji” (transition), rozumianej jako proces gospodarczo-polityczny, po raz pierwszy pojawiło się w amerykańskiej politologii w latach 60. i 70. jako określenie już zakończonych przemian systemowych w krajach Ameryki Południowej w okresie pomiędzy dwiema dyktaturami lub dyktaturą a systemem demokratycznym. Miano transformacji nadawano więc zamkniętej, dopełnionej jednostce czasu wtedy, gdy można już było określić zarówno punkt wyjścia, jak i cel przemian [13]. Jak podkreśla chorwacki teoretyk kultury Boris Buden, gdy pod koniec lat 80. kategoria ta przywędrowała do analiz Europy Środkowo-Wschodniej, nabrała nowego znaczenia. Zaczęto jej bowiem używać do opisu przekształcającej się wówczas tkanki społecznej w celu nie tyle charakterystyki przemian (tu wystarczyłoby choćby socjologiczne pojęcie „radykalnej zmiany społecznej” [14] lub zaczerpniętej z języka potocznego „zmiany”), ile raczej zaznaczenia oczekiwanego i nieuniknionego stanu końcowego. Transformacja zakłada bowiem nie tylko punkt wyjścia (stary układ polityczny), ale także efekt pewnego procesu (nowy system). Upragnionym i jedynym możliwym końcem w odniesieniu do Europy Środkowo-Wschodniej po upadku komunizmu był rzecz jasna system demokracji wolnorynkowej:to przejście jest teleologiczne, to znaczy determinowane przez swój cel, i polega na pięciu się w górę po demokratycznej skali aż do samego szczytu – stanu urzeczywistnionej wolności w systemie demokracji liberalnej [15].Krytyczne podejście do pojęcia transformacji widoczne jest w wielu pracach dotyczących przemian w krajach bloku wschodniego [16], zarówno w analizach powstających w Polsce (tu głosy krytyczne pojawiają się głównie ze strony antropologów polemizujących z ujęciami socjologicznymi [17]), jak i w innych krajach byłego bloku wschodniego oraz na Zachodzie. Badacze tacy jak Chris Hann, Katherine Verdery, Michał Buchowski czy Monika Baer zwracają uwagę na symboliczną siłę tego pojęcia, definiującego przemiany ustrojowe jako z istoty prowadzące od „złego” systemu komunistycznego do „dobrego” kapitalizmu. Na „dobry” kapitalizm składają się zaś wartości i pojęcia (takie jak „wolny rynek” czy „so porządku, ma charakteryzować się normalnością, której estetyczne wyobrażenie, jak pokażę, zmienia się w kolejnych latach dekady. O ile na początku lat 90. w sferze publicznej docenia się praktyki demonstrowania statusu klasowego (za pomocą ubioru, przedmiotów materialnych, sposobów posługiwania się ciałem), o tyle z czasem wyobrażenia o klasie średniej zwrócą się w kierunku wzoru dostatniego, lecz przezroczystego i pozbawionego rzucającego się w oczy nadmiaru. Zatem w roli „nienormalnych” obsadzeni zostali w połowie lat 90. między innymi polscy „nowobogaccy”, ironicznie obśmiewani jako podróbki zachodniej klasy wyższej [43].Retoryczne ramy normalności wyznaczają również kierunek pragnień i działań politycznych, wyrażanych w analizowanych w drugiej części książki dyskusjach, które toczą się w środowisku nienormatywnie seksualnych mężczyzn. Dominująca w nim grupa, używająca do opisu tożsamości nowego na początku lat 90. słowa „gej”, definiowała upragnioną normalność jako stan asymilacji mniejszości homoseksualnej w społeczeństwie heteroseksualnym oraz akceptacji mniejszości przez większość. Warunkiem wpisanym w ten projekt tożsamościowy było jednak również dostosowanie się mniejszości do sposobów zachowania większości – odrzucenie praktyk definiowanych przez większość jako ostentacyjne, rzucające się w oczy. Wzorem normalności stały się – oparte na wizualnych zapośredniczeniach – wyobrażenia gejów zachodnich, zaś promowaną strategią polityczną odtwarzanie drogi rozwoju zachodniego ruchu działającego na rzecz praw mniejszości seksualnych. Grupą stopniowo marginalizowaną i coraz częściej piętnowaną będą zaś ci, którzy sprzeciwiają się strategiom asymilacji i normalizacji (na przykład używając na określenie swojej tożsamości nie zachodniego słowa gej, lecz swojskiego określenia „pedał”), odrzucający strategie cenzurowania własnego wyglądu, nieeksponowania się, przyjęcia wizerunku przezroczystego, czyli dogłębnego zbadania logiki transformacji w praktykach przedstawiania i definiowania tożsamości klasowych i seksualnych celem tej książki jest również wydobycie i przyjrzenie się rozmaitym taktycznym propozycjom i możliwościom oporu wobec strategii normalizacyjnych. Ich analiza ma na celu podważenie tezy o nieuniknionym przebiegu transformacyjnych procesów oraz podkreślenie leżącego u podstaw każdej sfery publicznej konfliktu, często wyciszanego w celu tworzenia pozoru konsensu [44]. W części pierwszej za przykład tego rodzaju taktycznego działania – przez komentatorów uznawany wówczas za dowód niedojrzałości społeczeństwa polskiego – służy praktyka produkowania, dystrybuowania i kupowania podróbek oryginalnych towarów zagranicznych marek. Staram się pokazać, że podróbka – podobnie jak oryginał – nie jest niczym oczywistym, przezroczystym i normalnym; że we wczesnych latach 90. istniały w Polsce alternatywne sposoby waloryzowania towarów, które kultura transformacji aktywnie zwalczała, próbując wpoić właściwe zachodnie wzorce kapitalistycznej produkcji i konsumpcji. W części drugiej przyglądam się zaś taktykom przypominania i kultywowania praktyk typowych dla polskiej „kultury pedalskiej” sprzed 1989 roku. Pokazuję, że wbrew dominującej narracji splatającej historię społeczności nienormatywnej i historię państwa przed 1989 rokiem istniały bogate, alternatywne praktyki wspólnotowe, które inspirują działania i głosy grupy sprzeciwiającej się normatywnej wizji jest oczywiście pewna nieproporcjonalność pomiędzy wywrotowym potencjałem materiałów prezentowanych w pierwszej i drugiej części książki. Podczas gdy w części Klasa średnia – projekt i podróbka analizuję przede wszystkim strategie kultury dominującej oraz sposoby walki ze zjawiskami „nieprzystającymi” do wyobrażenia o zachodniej normalności (takimi jak podróbki, nuworyszowskie białe skarpetki czy namiętne praktyki konsumpcji obrazowej), w części Geje versus pedały – paradoksy polityki widzialności znacznie więcej miejsca poświęcam oddolnym taktykom skierowanym przeciwko dominującym wyobrażeniom normalności. Przyczyny tej dysproporcji są dwojakie. Po pierwsze niezbędne wydawało mi się wyczerpujące opisanie sposobów wytwarzania wzorów estetycznych oraz ich (zazwyczaj zapoznanych) przemian w toku pierwszej dekady transformacji. Podstawową siłą napędową procesów wykształcania się polskiej klasy średniej były bowiem mechanizmy dystynkcji, działające również, jeśli nie przede wszystkim, w polu drugie kształt książki został w pewnej mierze zdeterminowany przez dostępne historyczce kultury źródła, czyli przede wszystkim zachowane materiały tekstowe i wizualne. Ponieważ dyskusje o powstawaniu polskiej klasy średniej są w latach 90. jednym z najczęściej poruszanych w sferze publicznej tematów, w analizie tej debaty sięgam do źródeł pochodzących przede wszystkim z głównego nurtu polskich mediów – dzienników, tygodników, miesięczników – oraz pisanych wówczas opracowań naukowych. Dostępne źródła wprost odnoszące się do struktury klasowej polskiego społeczeństwa zasadniczo wyznaczają pole moich badań. Nie da się zaprzeczyć, że w Polsce lat 90. nie tylko istniały inne klasy poza klasą średnią – na przykład usytuowana niżej na hierarchicznej drabinie klasa robotnicza – ale również że dysponowały swoistymi dla swojej pozycji praktykami mówienia o tożsamości i strukturze klasowej. Taką formą był na przykład protest w przestrzeni publicznej – w przeciwieństwie do lat 2000. pierwsza dekada transformacji jest okresem niezwykle częstych i dużych strajków pracowniczych, których gwałtowność zaskakuje nowe, liberalne elity. Ośmieszana w mediach głównego nurtu klasa robotnicza w latach 90. nie wytworzyła jednak, jak się wydaje, silnych wizualnych i tekstowych form pozwalających na transmisję treści przeciwstawiających się hegemonicznej dominacji rodzącej się klasy średniej. Ich brak wynika zapewne również ze strachu przed lewicowym językiem i – być może w jeszcze większym stopniu – lewicowymi formami wizualnymi [45]. Historia oporu klasy robotniczej w polskiej transformacji musiałaby zapewne oprzeć się na metodach historii mówionej i badaniach etnograficznych [46].W zestawieniu z zagadnieniem kształtowania się nowej klasy średniej temat męskiej homoseksualności jest tematem marginalnym. Artykuły o homoseksualności, zarówno męskiej, jak i kobiecej, pojawiają się w prasie głównego nurtu rzadko i pretekstowo – jako reakcje na wydarzenia zagraniczne lub agresywne komentarze [47]. W latach 90. homoseksualności nie uważa się za kwestię istotną dla kształtowania się społeczeństwa polskiego po 1989 roku. Integracja mniejszości seksualnych nie jest więc postrzegana ani jako szczególne zagrożenie, ani jako cel, którego realizacja byłaby niezbędnym krokiem w stronę nowoczesności rozumianej po europejsku. Marginalizacja tematu homoseksualności w sferze publicznej głównego nurtu nie oznacza jednak, że w latach 90. w Polsce nie istniała aktywna społeczność mniejszości seksualnych, lecz jedynie, że treści wytwarzane przez jej członków krążyły w innym obiegu, który za Michaelem Warnerem nazywam sferą przeciwpubliczną [48]. Być może zresztą niezainteresowanie sfery publicznej tym tematem – w przeciwieństwie do żywego komentowania klasy robotniczej i jej przedstawicieli określanych jako homo sovieticus – umożliwiło tej grupie wytworzenie bogatej i niewidzialnej dla kultury głównego nurtu sfery przeciwpublicznej. W drugiej części analizuję więc przede wszystkim teksty i obrazy wytwarzane w „gejowsko-pedalskiej” sferze przeciwpublicznej (przede wszystkim publikowane w miesięcznikach kierowanych do osób nienormatywnych seksualnie [49]) oraz późniejsze, stopniowo coraz częstsze przykłady przenikania tej debaty do sfery publicznej (między innymi na przykładzie kampanii Niech nas zobaczą oraz powieści Michała Witkowskiego Lubiewo – pochodzących już z pierwszej dekady XXI wieku).Ze względu na centralne miejsce doświadczenia wizualnego w kształtowaniu rozumienia i rozpoznawania normalności opowieść o wykształcaniu się dominujących wzorów tożsamości oraz taktycznych próbach oporu buduję, analizując obrazy i praktyki widzenia. W przypadku dwóch analizowanych przeze mnie procesów dyskutowane i narzucane normy są przede wszystkim (choć oczywiście nie wyłącznie) normami widzialności. Skupienie się na kulturze wizualnej uzasadnia również szczególna rola, jaką obrazy odgrywały w kształtowaniu wyobrażeń nowoczesności oraz normalności w Polsce po 1989 roku. Widocznym znakiem transformacji było pojawienie się oraz gwałtowne rozprzestrzenienie nowych typów i gatunków obrazów ( reklamy telewizyjne, telenowele, plakaty wielkoformatowe) i instytucji z nimi związanych (telewizje komercyjne, agencje reklamowe, nowe magazyny ilustrowane) oraz przeobrażenia instytucji (państwowych galerii, państwowej telewizji) i obrazów (choćby nowe gatunki kinowe) już istniejących, a także pojawienie się nowych kanałów dystrybucji (wypożyczalnie kaset VHS, anteny satelitarne, telewizja kablowa). Jak udowadniają badacze wizualności, pochodzące z zagranicy obrazy istniały w oddolnym – półlegalnym bądź nielegalnym – obiegu już od drugiej połowy lat 80. [50], jednak dopiero pod koniec tej dekady zaczęły pełnić funkcję tożsamościotwórczą w głównym nurcie sfery się na przełomie lat 80. i 90. obrazy uznaje się zazwyczaj zaledwie za symptom przemian gospodarczych. Tymczasem można powiedzieć, że aktywnie uczestniczyły one w procesach ustanawiania wolnego rynku w Polsce. Należy bowiem zwrócić uwagę, że przemiany polskiej kultury wizualnej wiązały się w dużym stopniu z wdrażaniem nowego systemu ekonomicznego, a zatem również z głównym aktorem wolnorynkowej sceny, czyli klasą średnią. Nowe obrazy produkowane są w dużej mierze z myślą o (ciągle niepewnej swojego istnienia) nowej klasie – opowiadają o jej kształtowaniu; reklamują produkty, których posiadanie jest z klasą średnią wiązane; kreują kojarzący się z wielkomiejskością i nowoczesnością krajobraz; a w drugiej połowie lat 90. ujawniają sprzeczne wizje estetyczne klasy średniej (konflikt ten rozgrywa się przede wszystkim w pojedynku dwóch największych prywatnych telewizji – Polsatu i TVN-u). Sfera wizualna staje się obszarem legitymizacji zmieniającej się struktury klasowej oraz wyobrażeń o normalności. W tym kontekście ekspansywną widzialność klasy średniej interpretować należy w relacji do niewidzialności polskich robotników, których nieobecność (lub przynajmniej „niedoreprezentacja” [51]) w transformacyjnej sferze wizualnej (poza zdawkowymi telewizyjnymi doniesieniami ze strajków niemal zawsze utrzymanymi w tonie krytycznym) wiąże się z pominięciem tej grupy w polskim projekcie modernizacyjnym. Z kolei powielanie w sferze publicznej jednorodnych, często wprost krzywdzących, wizerunków osób nienormatywnych seksualnie przyczynia się do umacniania negatywnych stereotypów na temat mniejszości seksualnych. W obrębie środowiska nienormatywnych seksualnie kobiet i mężczyzn obrazy stają się jednak również sposobem wyrażania swojej odmiennej tożsamości w sferze publicznej oraz przeciwieństwie do literatury, również popularnej, polska kultura wizualna po 1989 roku nie doczekała się wielu szczegółowych opracowań naukowych [52]. Choć książka ta również nie oferuje pełnego jej przeglądu ani dogłębnej analizy żadnego wybranego gatunku obrazowego czy instytucji kultury, skupia się na centralnej roli obrazów i wizualności w kulturze transformacji. Zgodnie z metodologią studiów nad kulturą wizualną sięgam po różne gatunki obrazów, nie zapominając jednak o charakterystycznych dla każdego z nich sposobach produkcji, dystrybucji i konsumpcji, pierwotnych ramach instytucjonalnych oraz typowych dla nich kodach wizualnych [53]. Analizuję więc filmy fabularne, seriale, programy telewizyjne, ilustracje w czasopismach, fotografie prasowe, reklamy, kampanie informac6) o życiu ubogiej mieszkanki podkarpackiej wsi, samotnie wychowującej trzynaścioro dzieci; Arizona (reż. E. Borzęcka, 1997) o mieszkańcach wsi Zagórki, w której przed 1990 rokiem mieścił się PGR.[52] Zob. Przemysław Czapliński, Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje, Warszawa 2009; Przemysław Czapliński, Powrót centrali. Literatura w nowej rzeczywistości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007; Przemysław Czapliński, Ruchome marginesy. Szkice o literaturze lat 90., Znak, Kraków 2002; Przemysław Czapliński, Świat podrobiony..., dz. cyt.; Kinga Dunin, Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności, Warszawa 2004; Paweł Dunin-Wąsowicz, Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia „brulionu” wobec rzeczywistości III RP, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2000; Jerzy Jarzębski, Apetyt na przemianę. Notatki o prozie współczesnej, Znak, Kraków 2007. Istnieją rzecz jasna również pojedyncze próby opisu niektórych form obrazowych. Jest ich jednak mniej i zazwyczaj są opracowaniami wybranego nurtu, np. postmodernizmu w architekturze czy sztuki krytycznej. Zob. np. Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna, red. P. Marecki, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010; Izabela Kowalczyk, Ciało i władza. Polska sztuka krytyczna lat 90., Sic!, Warszawa 2004; Karol Sienkiewicz, Zatańczą ci, co drżeli. Polska sztuka krytyczna, Karakter, Kraków 2014; P1. Postmodernizm polski, red. L. Klein, Wydawnictwo 40 000 Malarzy, Warszawa 2013.[53] Mitchell, Pokazać widzenie. Krytyka kultury wizualnej, [w:] Czego chcą obrazy? Pragnienia przedstawień, życie i miłości obrazów, przeł. Ł. Zaremba, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2013, s. 373-374.[54] Tamże, s. 377.[55] Agnieszka Mrozik, Akuszerki transformacji. Kobiety, literatura i władza w Polsce po 1989 roku, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2012. Agnieszka Graff, Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, Warszawa 2011.[56] Na temat „niewidzialności lesbijek” w kulturze polskiej zob. Anna Gruszczyńska, Nieznośna niewidzialność lesbijek, [w:] Homofobia po polsku, red. Z. Sypniewski, B. Warkocki, Sic!, Warszawa 2004, s. 233-240. Joanna Mizielińska, Pomiędzy podmiotem a przedmiotem... o mistyfikacjach i nieobecności miłości między kobietami w kulturze, [w:] Parametry pożądania. Kultura odmieńców wobec homofobii, red. T. Basiuk, D. Ferens, T. Sikora, Universitas, Kraków 2006, s. 139-149. Na temat niewidzialności lesbijek jako taktyki zob. Magda Szcześniak, Domowe dramaty lesbijek, „Dialog” 2010, nr 10, s. 155-163.[57] Działy lesbijskie, przynajmniej przez kilkanaście pierwszych miesięcy publikacji, posiadały pisma „Okay” i „Inaczej”. Na łamach „stron dla dziewczyn” pojawiają się pytania zupełnie podstawowe: o to, czy lesbijki w ogóle w Polsce istnieją, a jeśli tak, to jak dużą są grupą. Pytaniom towarzyszą apele o ujawnianie się oraz tworzenie nieformalnych grup lesbijskich. Zob. np. Asia i Sylwia, Czy w Polsce są lesbijki?, „Inaczej” 1991, nr 12, s. 19. R. i V., W Polsce są lesbijki!, „Inaczej” 1991, nr 19, s. 20. Poniżej znaj­duje się li­sta wszys­tkich zna­lezio­nych sy­noni­mów dla szu­ka­nego przez Cie­bie słowa: PEDAŁ. Wyrazy bliskoznaczne do słowa PEDAŁ Dla inte­resu­ją­cego Cię słowa zna­leź­liśmy sy­no­nimy lub gru­py wy­ra­zów bli­sko­zna­cznych o 3 róż­nych ka­tego­riach zna­cze­nio­wych lub używane w innych kontekstach. Zo­sta­ły one wy­świe­tlone od­dziel­nie. ciota (wulg.), cwel (wulg.), gej, homoseksualista, osoba homoseksualna, pedał (wulg.), pederasta (przestarz.), osoba (nadrz.), podmiot (nadrz.) (pot.) chomik, (pot.) ciepły, (obraźl.) ciota, gej, (pot.) homo, (obraźl.) homoniewiadomo, homoseksualista, (euf.) kochający inaczej, pederasta, (pot.) pedzio Przy nie­któ­rych po­zyc­jach, w na­wia­sach, mogą znaj­dować się do­dat­kowe ozna­cze­nia wska­zu­jące na przy­kład, że da­ne sło­wo uży­wane jest w mo­wie po­to­cznej, jest uwa­ża­ne za obra­źli­we lub żar­to­bliwe (wy­jaś­nie­nia po­szcze­gól­nych ka­te­go­rii znaj­dziesz na do­le stro­ny). Sprawdź też synonimy dla słów tematycznie lub słownikowo podobnych do PEDAŁ. OSOBA HOMOSEKSUALNA, HOMONIEWIADOMO, CIOTA, PODMIOT, PEDZIO, CWEL, HOMO, PEDERASTA, OSOBA, CHOMIK, CIEPŁY, HOMOSEKSUALISTA, GEJ, Szukaj synonimów do słowa PEDAŁ inaczej Najlepszymi odpowiedziami na pytanie: "Jakie znasz synonimy do słowa pedał?", są: 1. Pedał to inaczej ciota (wulg.), cwel (wulg.), gej, homoseksualista, osoba homoseksualna, pedał (wulg.), pederasta (przestarz.), osoba (nadrz.), podmiot (nadrz.). 2. Pedał to inaczej (pot.) chomik, (pot.) ciepły, (obraźl.) ciota, gej, (pot.) homo, (obraźl.) homoniewiadomo, homoseksualista, (euf.) kochający inaczej, pederasta, (pot.) pedzio. 3. Pedał to inaczej osoba homoseksualna. W sumie znaleźliśmy tyle odpowiedzi na to pytanie: 3. Synonimy słownikowe do słowa PEDAŁ PEDAŁ ciota (wulg.), cwel (wulg.), gej, homoseksualista, osoba homoseksualna, pedał (wulg.), pederasta (przestarz.), osoba (nadrz.), podmiot (nadrz.) PEDAŁ (pot.) chomik, (pot.) ciepły, (obraźl.) ciota, gej, (pot.) homo, (obraźl.) homoniewiadomo, homoseksualista, (euf.) kochający inaczej, pederasta, (pot.) pedzio PEDAŁ osoba homoseksualna Słowa, które mogą Cię zainteresować obok PEDAŁ POJĄĆ , PÓLKO , PALEC , PASSA , PAUZA , PORÓD , PRZEZ , POTEM , PUNTO , PIARG , PLEŚĆ , PAZUR